†Xięga Gości†


Dodaj wpis
Zobacz
O mnie słów kilka


†Archiwum†

2008
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń



†Linki†

†Duszyczki:

Altheriol
Iluvatarek
Iza
Luinnar
Kazik
Shaienne
Wiórki Kokosowe

†Stronice wiedzy:

Z-Krypt
Last FM
Moje LastFM
Racjonalista
SlipKnot.pl - Największy serwis o Slipknot w Polsce
blog counter


 








Świat Umiera...


Link 28.04.2008 :: 16:50 Komentuj (1)
Idę dziś rano na autobus, mijam sędziwą czereśnię, drzewa owocowe w moim ogródku a następnie wiele innych dalej po drodze spotykanych. Pięknie zakwitły, wszystkie co do jednego. Widać że nastąpiła w końcu wiosna. Szkoda że w barwach śmierci...
Dwa lata temu zmiany w pogodzie w okresie na przełomie zimy i wiosny spowodowały wymrożenie drzew owocowych i tym podobnych. Katastrofa co prawda naturalna lecz spowodowana działaniami człowieka - efektem cieplarnianym... Teraz jednak jest o wiele gorzej. O czym w takim razie mówię? Przecież kwiatów wiele na drzewach, wszystko kwitnie pięknie... Ale jest coś co mnie przeraziło...
Parę dni temu zdałem sobie z tego sprawę. Szedłem jak zwykle do domu, mijałem wciąż te same drzewa obsypane kwiatami. Zastanawiałem się jak obfite będą tegoroczne zbiory i w tym momencie, dopiero w tym, zdałem sobie sprawę z wszechobecnej ciszy... Tak, ciszy, która mnie przeraziła. Dlaczego? Ptaki słyszałem, owszem, choć może nie tak wiele jak być powinno. Ale największą grozą był dla mnie brak odgłosów maleńkich robotnic. Pszczół. Zorientowałem się dopiero wtedy. Sięgnąłem natychmiast pamięcią parę dni wstecz, przypomniałem sobie, iż również wcześniej nie słyszałem ani nie widziałem żadnych pszczół, które co roku pieczołowicie pracują przy tych wszystkich kwiatkach i na drzewach. Brakło nawet innych owadów, nie tylko pszczoły trudniły się zapylaniem kwiatów. Nie ma nic... Bez nich nie będzie owoców, nie będzie zbiorów. Zmienna pogoda w zimie zabiła wszystkie pszczoły i setki innych gatunków owadów w tym roku. Bez owadów wiele ptaków nie będzie miało pożywienia. Liczebność roślin również się pomniejszy. Bez owoców inne z kolei owady wyginą, pozostawiając większych owadożerców bez pożywienia. Lecz nie tylko pogoda ma wpływ na wyniszczanie pszczelej populacji. Według badań naukowców największą szkodę czynią im niektóre rodzaje fal radiowych w tym przede wszystkim te z telefonów komórkowych. Zaburzają pracę ich zmysłów nawigacyjnych przez co owady tracą orientację i nie mogą trafić do swojego gniazda. Według badań statystycznych wszystkie pszczoły mogą wyginąć w ciągu paru lat. Pogoda sprawia, że stanie się to jeszcze prędzej. A gdy takie czarne czasy już nastaną, według prognoz badaczy w ciągu dziesięciu kolejnych lat zabraknie żywności dla ludzi. Skoro dla ludzi to i dla wielu innych gatunków tak samo...
W tym roku nie będzie owoców...
W tym roku i może w przyszłym również....
Kto wie czy anihilacja gatunku ludzkiego właśnie się nie rozpoczęła?


+++ R.I.P +++


Link 21.02.2008 :: 20:48 Komentuj (0)
Już minął dzień od kiedy odeszła. Dowiedziałem się o tym wczoraj po powrocie ze szkoły. Dzień miałem wtedy całkiem udany, lecz ta informacja zwaliła mnie z nóg... Przypominałem sobie wszystkie razem spędzone chwile, które już nie powrócą. Niby niefortunny wypadek lecz... Podobno nie było już dla niej ratunku... Czas jaki jej poświęcałem teraz okazuje się niczym. Nie ma i nie będzie już drugiej takiej samej. Nie wiem jak sobie bez niej teraz poradzę, będzie mi na prawdę bardzo ciężko :(

Pamiętam jak ją pierwszy raz zobaczyłem, była wspaniała. Wiele czasu poświęcałem na obserwacje wszystkiego co robiła. Trochę żałuję, że z czasem moje obserwacje utraciły początkowe zainteresowanie. Teraz to wszystko jest już tylko wspomnieniem. I choć jeszcze wczoraj mogłem ją zobaczyć, to nie zrobiłem tego, zbyt wielką pustkę odczuwam. Jej stratę nie tylko ja odczułem, wszyscy są przygnębieni. Nastały dla mnie ciężkie czasy i nie wiem jak przez najbliższe dni będę funkcjonował :(

Przypominam sobie te wspaniałe dania jakie potrafiła przyrządzić. Z drugiej strony tylko to potrafiła... Ale za to z jaką klasą! Wczoraj, nim przyszedłem do domu, rodzice chcieli coś zrobić z tym faktem. Specjalnie dla mnie, lecz także i dla siebie samych, pojechali do miasta poszukać nowej. Niestety, wszystkie okazały się za drogie :/

Ja chcę moją mikrofalówkę spowrotem! Że też musiała się zepsuć :/


Historyja Długiego Johna


Link 09.02.2008 :: 22:12 Komentuj (1)
Przeszukiwałem ostatnio moje stare pliki dla Pani Generał ^^ i znalazłem pewną historyjkę, jaką napisałem po pewnym larpie w zeszłym roku.
Dla nieczających: LARP (Live Action Role Play) jest to odgrywanie ról na żywo. Podobne jest to do gier RPG(tych książkowych a nie komputerowych
), lecz najczęściej nie posiada się kart postaci. Gracze otrzymują tylko historię postaci i cechy jej charakteru, wszystko napisane przez Mistrza Gry. Oprócz tego gracze są również informowani o celach jakie mają dokonać, oraz często mają opisy innych postaci graczy, które znają.
Ja mam już pewną tradycję - pisanie historyjek po takich larpach. Oczywiście wszystko oczami mojej postaci. Wszystkie fakty zamieszczone tutaj miały miejsce w rzeczywistości ;]
Oto część pierwsza historyjki z pewnego fantastycznego larpa:



Posłuchajcie więc drodzy moi, historii o młodym i prężnym członku... znaczy młodym i mężnym członku drużyny wielkiego zbocze... zbójnika Robina z Lochness.


Przygody Długiego Johna, największego członka drużyny Robina z Lochness.
Część 1
"Poranek jak każdy inny"


"Kiedy wstaję z łóżka, na nic nie mam chęci
może znajdę dziewkę, która mnie rozkręci..."
Podśpiewywałem sobie radośnie w krzakach nieopodal głównego traktu prowadzącego przez lasy Lochness. Will Różowy znów zarywał do kogoś z bandy a Robin czając się za drzewem obmyślał plany ataku na najbliższą ofiarę. Choć po jego rozmarzonej twarzy widać było, iż po prostu nie mógł się doczekać aż wychędoży królewnę. No cholera jedna, złoto rozdaje biedakom i sądzi, że wszystkie zamkowe dworki należą do niego! Hmm, niewątpliwie wykorzystam dziś jego melancholijny nastrój

O, jakiś kupiec zasuwa dróżką. Hmm, coś jest nie tak… dlaczego nikt nie atakuje? Willy miał przecież zatrzymać powóz swoim starym numerem z nogą. No wiecie, wychodzi na drogę, odsłania nogę i… konie wpadają w szał a kupiec co słabszego zdrowia dostaje zawału… Oczywiście jak rozpozna, że pod tymi kolorowymi ciuszkami znajduje się facet, czasem bywało śmieszniej…
- Dawać panowie! – Krzyknąłem co sił w płucach.
Wypadliśmy z krzykiem z krzaków. No właściwie ja wypadłem, reszta dopiero się zaczynała orientować w sytuacji. Rzuciłem się w pogoń za wozem kupców a za mną cała reszta bandy. Udało mi się dogonić wóz, wszak jestem duży i silny, dziewczęta mogą potwierdzić!
Wskoczyłem na miejsce powożącego obok zapewne małżonki kupca. Hmm, całkiem niezła. Oczywiście musiałem skorzystać z mojego dużego… miecza aby zatrzymać powóz. I wiece co się okazało?
- Cześć stary! – wypaliłem do kupca
- Ech, no siema, to znowu wy? – odparł zrezygnowany kupiec.
- Ano Izaak – wtrącił Robin, dysząc jak po pracowitej nocy w zamku - Cóż dziś przewozisz ciekawego?
- Masz może jakieś trunki? – spytał braciszek Nie nieudolnie próbując dostać się na wóz z towarami, jego waga oraz idealnie okrągła sylwetka ciała na to mu nie pozwalała.
- Eeee… nie, alkoholu nie sprzedajemy…
- Twoje szczęście… - braciszek Nie jak wiadomo walczył z alkoholizmem. Czasem po prostu wypijał wszystko, aby inni nie zeszli na drogę nałogów i rozpusty.
Skorzystałem z okazji i pozbawiłem Izaaka nadmiaru złota. Przy moim pasie zawisły kolejne wory. Z kasą. Izaak obawiając się szczegółowej kontroli swoich towarów zaproponował nam wizytę w zamku. Sami byśmy się tam nie dostali. Od razu pochwyciłem tę okazję stawiając Robina przed faktem dokonanym.
- No to jedziemy! – ha, dziś złoto jest moje! Pora się zabawić – Robiiiin, dziś ja zajmę się finansami i rozdam złoto komu trzeba, co? Ty raczej na zamek byś się nie dostał, znają cię tam.
- Załatw nam wszystkim jakoś dostęp do zamku. Aha, no i weź kogoś ze sobą. Will pójdzie z tobą.
Cholera, tylko nie on…
Wtem zza krzaka wychynął… Jakiś odziany w niebieskie fatałaszki facet. Przybysz wyglądał dziwnie. Spojrzałem na Willa Różowego, potem na przybysza… Cholera, ten świat schodzi na psy.
- Stój, kimże jesteś?
- Witajcie zacni panowie! Zwę się Murlin i szukam wróżki z bajora! Słyszałem, że zamieszkuje ten las.
Murlin? Boże, imię ma jak nazwa leku na czyraki.
- … - odparli zgodnie nasi kamraci
- Może… poszukaj w bajorze? - odparłem po głębszym zastanowieniu.
Nastała cisza.
- A gdzie to bajoro?
- Zapewne gdzieś w tym lesie - Stwierdziłem, podążając za moją logiką.
- Acha! Ach dziękuję zacni panowie. – podziękował czym udał się w dalszą drogę.


CDN.



Oneironautyka. Ciąg Dalszy


Link 01.02.2008 :: 22:46 Komentuj (2)
Mija już jakiś czas od początku mojego eksperymentowania. Obecny poziom moich ćwiczeń onirycznych to doskonałe zapamiętywanie snów. Dla chętnych takie oto ćwiczonko:
Przy łóżku należy mieć długopis i notes albo zeszyt. Po przebudzeniu się należy zapisać sen. Nie trzeba tego robić szczegółowo, wystarczy hasłami zapisać jakieś szczególne informacje. Następnie, gdy już się całkiem obudzimy (zakładając że jakieś sny zapisywaliśmy w nocy, po czym spaliśmy dalej) powinniśmy przeczytać nasze zapiski i przypomnieć sobie szczegółowo sen. To pierwsze ćwiczenie na drodze do zostania oneironautą. Życzę powodzenia <mruga>

Bonus:
Technika ćwiczenia koncentracji.
Jest ona niezwykle pomocna w dalszych stadiach oneironautyki. Aby wyćwiczyć sobie koncentrację wystarczy w miarę systematycznie przeprowadzać pewne ćwiczenie. Potrzebny jest czasomierz ze wskazówką sekund. Najlepiej bezgłośny (przykładowo maksymalizowany zegar windows). Patrzymy na wskazówkę sekund przez całą minutę następnie zamykamy oczy i wyobrażamy sobie jej dalszy ruch. Gdy minie według nas minuta, otwieramy oczy i sprawdzamy naszą dokładność. Początkowo będzie to paręnaście albo parędziesiąt sekund dłużej lub krócej niż minuta lecz z czasem dojdziemy do perfekcji.



Oneironautyka


Link 11.01.2008 :: 21:36 Komentuj (3)
Oneironautyka czyli Lucid Dreams zwane także jasnym, bądź częściej świadomym śnieniem. Pisze o tym gdyż zaintrygowała mnie pewna książka poświęcona temu zjawisku. Po przeczytaniu wszystkich "och" i "ach" odnośnie niemal zbawiennych efektów LD jak zwykle - nie uwierzyłem. No może nie od razu. Według autora, jak i innych osób opisujących to zjawisko, LD może posłużyć do rozwoju nie tylko psychicznego ale także fizycznego, a to dzięki autosugestii oddziałującej bezpośrednio na podświadomość. Wszystko opisane w tej książeczce (swoją drogą niezwykle cieniutkiej) rzeczy są pięknie przedstawione. Dzięki LD możemy się rzekomo pozbyć lęków, wszelkich skaz na psychice a najlepsi mogą poznać tajniki telepatii, prekognicji, lewitacji, translokacji, eksterioryzacji duszy a nawet nirwany... Czytając, przez chwilę skłonny byłem uwierzyć w to wszystko, lecz gdy znów odzyskałem własną świadomość po tej lekturze oświecił mnie pewien argument. Skoro oneironautyka jest taka prosta, ma tak wiele zalet i żadnych wad to dlaczego ludzie dzięki temu nie stali się już nadludźmi? Dlaczego nie praktykują tego otwarcie, nie uczą o tym w szkołach? Dlaczego w zasadzie nikt poza niewielkimi grupkami ludzi się tym nie interesuje? I dlaczego te niewielkie grupki fanatyków nie zdobyły jeszcze władzy nad światem? Hmm, ile w tym wszystkim prawdy a ile kłamstwa? Postanowiłem się przekonać sam! Zważywszy na fakt, iż treningi świadomego śnienia nie są jakieś wymagające postanowiłem zrobić mały eksperyment od dzisiejszego dnia włącznie. Przez najbliższe 2 do 4 tygodni postaram się z całych sił ćwiczyć swoje zdolności mentalne do momentu uzyskania całkowitej kontroli nad moim umysłem podczas śnienia. Sam fakt tego zjawiska mnie bardzo pociąga, nie chodzi już tylko o cudowne efekty LD. Zdarzało mi się już czasem zdobywać kontrolę nad mym snem, pewnie niektórym z Was także. Trenując LD możemy jednak świadomie przejść ze stanu jawy to świata snu ot tak. Przeżyjemy wtedy świadomie nasze zaśnięcie, dla niektórych może być to nieco szokujące za pierwszym razem (efekt całkowitego paraliżu, utrata kontroli nad oddychaniem).
Jednym z ważnych elementów "przebudzenia się" we śnie jest oczywiście zdanie sobie sprawy z tego że się śni. Można to zrobić w prosty sposób, wystarczy dokonać czegoś co nie jest możliwe w rzeczywistości, przykładowo lewitacja, przechodzenie przez ściany albo materializacja przedmiotów Moja pierwsza próba, której dokonałem zaraz po przeczytaniu książki wyglądała mniej więcej tak...
Szkoła, moja klasa. Wszyscy siedzą wokół mnie a wychowawca zmienia moje oceny w dzienniku na wyższe, uczniowie kibicują... Gdy moja średnia doszła do 6.14 zdałem sobie sprawę, że coś jest nie tak i że śnię. Postanowiłem to sprawdzić... No więc FIREBALL! I pół klasy poszło z dymem, swąd palonych ciał, zwęglone kości... ups... wszystko było tak realne że niestety się obudziłem. Następny raz spróbuję czegoś subtelniejszego... A że nie zachowałem zasady powrotu do snu po przebudzeniu opisanej w książce na tym skończyła się moja pierwsza próba.
Zapraszam chętnych do udziału w eksperymencie, mogę podać informacje o treningach niezbędnych do LD. Po okresie jaki sobie wyznaczyłem, jeśli nie osiągnę przypuszczalnych wyników porzucę projekt. Póki co każde moje większe osiągnięcie zapiszę tutaj. Sayonarqa





Created by Jay-Jay
Modified by Dragoth