Przeszukiwałem ostatnio moje stare pliki dla Pani Generał ^^ i znalazłem pewną historyjkę, jaką napisałem po pewnym larpie w zeszłym roku.
Dla nieczających: LARP (Live Action Role Play) jest to odgrywanie ról na żywo. Podobne jest to do gier RPG(tych książkowych a nie komputerowych
), lecz najczęściej nie posiada się kart postaci. Gracze otrzymują tylko historię postaci i cechy jej charakteru, wszystko napisane przez Mistrza Gry. Oprócz tego gracze są również informowani o celach jakie mają dokonać, oraz często mają opisy innych postaci graczy, które znają.
Ja mam już pewną tradycję - pisanie historyjek po takich larpach. Oczywiście wszystko oczami mojej postaci. Wszystkie fakty zamieszczone tutaj miały miejsce w rzeczywistości ;]
Oto część pierwsza historyjki z pewnego fantastycznego larpa:



Posłuchajcie więc drodzy moi, historii o młodym i prężnym członku... znaczy młodym i mężnym członku drużyny wielkiego zbocze... zbójnika Robina z Lochness.


Przygody Długiego Johna, największego członka drużyny Robina z Lochness.
Część 1
"Poranek jak każdy inny"


"Kiedy wstaję z łóżka, na nic nie mam chęci
może znajdę dziewkę, która mnie rozkręci..."
Podśpiewywałem sobie radośnie w krzakach nieopodal głównego traktu prowadzącego przez lasy Lochness. Will Różowy znów zarywał do kogoś z bandy a Robin czając się za drzewem obmyślał plany ataku na najbliższą ofiarę. Choć po jego rozmarzonej twarzy widać było, iż po prostu nie mógł się doczekać aż wychędoży królewnę. No cholera jedna, złoto rozdaje biedakom i sądzi, że wszystkie zamkowe dworki należą do niego! Hmm, niewątpliwie wykorzystam dziś jego melancholijny nastrój

O, jakiś kupiec zasuwa dróżką. Hmm, coś jest nie tak… dlaczego nikt nie atakuje? Willy miał przecież zatrzymać powóz swoim starym numerem z nogą. No wiecie, wychodzi na drogę, odsłania nogę i… konie wpadają w szał a kupiec co słabszego zdrowia dostaje zawału… Oczywiście jak rozpozna, że pod tymi kolorowymi ciuszkami znajduje się facet, czasem bywało śmieszniej…
- Dawać panowie! – Krzyknąłem co sił w płucach.
Wypadliśmy z krzykiem z krzaków. No właściwie ja wypadłem, reszta dopiero się zaczynała orientować w sytuacji. Rzuciłem się w pogoń za wozem kupców a za mną cała reszta bandy. Udało mi się dogonić wóz, wszak jestem duży i silny, dziewczęta mogą potwierdzić!
Wskoczyłem na miejsce powożącego obok zapewne małżonki kupca. Hmm, całkiem niezła. Oczywiście musiałem skorzystać z mojego dużego… miecza aby zatrzymać powóz. I wiece co się okazało?
- Cześć stary! – wypaliłem do kupca
- Ech, no siema, to znowu wy? – odparł zrezygnowany kupiec.
- Ano Izaak – wtrącił Robin, dysząc jak po pracowitej nocy w zamku - Cóż dziś przewozisz ciekawego?
- Masz może jakieś trunki? – spytał braciszek Nie nieudolnie próbując dostać się na wóz z towarami, jego waga oraz idealnie okrągła sylwetka ciała na to mu nie pozwalała.
- Eeee… nie, alkoholu nie sprzedajemy…
- Twoje szczęście… - braciszek Nie jak wiadomo walczył z alkoholizmem. Czasem po prostu wypijał wszystko, aby inni nie zeszli na drogę nałogów i rozpusty.
Skorzystałem z okazji i pozbawiłem Izaaka nadmiaru złota. Przy moim pasie zawisły kolejne wory. Z kasą. Izaak obawiając się szczegółowej kontroli swoich towarów zaproponował nam wizytę w zamku. Sami byśmy się tam nie dostali. Od razu pochwyciłem tę okazję stawiając Robina przed faktem dokonanym.
- No to jedziemy! – ha, dziś złoto jest moje! Pora się zabawić – Robiiiin, dziś ja zajmę się finansami i rozdam złoto komu trzeba, co? Ty raczej na zamek byś się nie dostał, znają cię tam.
- Załatw nam wszystkim jakoś dostęp do zamku. Aha, no i weź kogoś ze sobą. Will pójdzie z tobą.
Cholera, tylko nie on…
Wtem zza krzaka wychynął… Jakiś odziany w niebieskie fatałaszki facet. Przybysz wyglądał dziwnie. Spojrzałem na Willa Różowego, potem na przybysza… Cholera, ten świat schodzi na psy.
- Stój, kimże jesteś?
- Witajcie zacni panowie! Zwę się Murlin i szukam wróżki z bajora! Słyszałem, że zamieszkuje ten las.
Murlin? Boże, imię ma jak nazwa leku na czyraki.
- … - odparli zgodnie nasi kamraci
- Może… poszukaj w bajorze? - odparłem po głębszym zastanowieniu.
Nastała cisza.
- A gdzie to bajoro?
- Zapewne gdzieś w tym lesie - Stwierdziłem, podążając za moją logiką.
- Acha! Ach dziękuję zacni panowie. – podziękował czym udał się w dalszą drogę.


CDN.





Komentarze:

13.02.2008 :: 20:56 :: 77.252.80.2
Aksamit
Myślałem że to ja miałem najbardziej pojechaną rolę, ale widzę że jednak nie XD Nieźle się musiałeś bawić, co nie? ;] Czekam na ciąg dalszy


ownlog.com :: forum :: wróć